sobota, 12 października 2013

Grzybobranie

Z góry Was przepraszam za moją niesłowność, no ale nie mam kiedy zabrać się za zrobienie i zebranie wszystkich zdjęć moich nowych ciuchów. Obawiam się, że jeszcze trochę i stracą swoją nowość i świeżość! :P Ale pomyślałam, że chociaż bez tego zajrzę tu do Was. Następny post już na pewno o tym, choć nawet nie wiem czy jest się czym chwalić, ale sami to ocenicie :)

U mnie trochę nowości. Przede wszystkim zaczynam pracę od końca października. Nie żebym była jakaś super wybitna, że tak szybko znalazłam pracę, po prostu ma się te znajomości :P Tak naprawdę, to dzięki kochanej koleżance, która o mnie pamiętała, zacznę pracować. Jedynym minusem tej pracy jest dojazd - jakieś 1,5h jazdy w jedną stronę. Ale jak się kreatywny człowiek postara to wykorzysta ten czas jakoś pożytecznie. Tak też zamierzam zrobić. O tym jak mi pójdzie, dowiemy się już za jakiś miesiąc. Obym szybko się wdrożyła, bo trochę się stresuję - jak to ja. Jestem totalną panikarą. To jedna z cech, które u mnie zdecydowanie, niestety dominują. Czas chyba też nad tym popracować.

Nie mogę oprzeć się, by wspomnieć o mojej dzisiejszej wyprawie na grzyby. Ja na grzyby?! Jakby ktoś tydzień temu, powiedział mi, że wyląduję w lesie na kilka godzin, szwędając się w poszukiwaniu podgrzybków, to bym go wyśmiała. Boję się kleszczy, robactwa, a grzybów i tak nie jem. Zgodziłam się, tylko dla towarzystwa kogoś z kim bardzo lubię spędzać czas. Zaraz po mojej mamie, jest to, można już tak powiedzieć, moja druga mama, czyli mama mojego narzeczonego. O mamma mia! Dużo tych mam w jednej linijce :P
Pokusiłam się oczywiście o zrobienie zdjęcia. Mam ostatnio bzika na tym punkcie, bo kuzynki zmusiły mnie wręcz, do założenia Instagrama i jaram się tym ostatnio. Strasznie się wkręciłam. Jeśli też korzystacie z tej aplikacji to możecie dać mi namiary na siebie, bo chętnie poobserwuję Was również tam.




Muszę chyba trochę bardziej popracować nad spójnością postów. Bywam tu ostatnio rzadko i mam natłok myśli, więc piszę co mi ślina na język przyniesie (nie wiem czy można użyć tego powiedzonka w tym przypadku). W każdym razie, mam nadzieję, że nadal lubicie tu wpadać.

Pozdrawiam i polecam wypad na grzyby - z kimś kto się na tym zna oczywiście! Niezły sposób na relaks, na łonie przyrody.

6 komentarzy:

  1. Jej jak mi brakuje tego, by zrobić taki wypad na grzyby ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ty jedna boisz się tych upiornych gadzin :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam grzybów nie lubię zbierać, bo nigdy nie mogę znaleźć:) Po drugie nie lubię ich jeść... :P Do tego kleszcze.. Gratuluję Aniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja byłam na grzybach w życiu może z 4 razy maksymalnie..w ogóle się na tym nie znam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też się nie znam na grzybach, ale bardzo lubię zbierać. Najgorsze jest tylko to, że nie ma chętnych którzy by ze mną pojechali:):)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcenie chwili na przeczytanie i skomentowanie mojego bloga. Pozdrawiam!